|
|
Blog > Komentarze do wpisu
fabryczne palpitacje
moja nowa fabryka, prócz tego, że mi płaci, oferuje mi wiele rozrywek i uciech.
może nie jeździmy się integrować do turcji, jak z poprzednim korpo (buuu), ale są inne bonusy ;) np. nie muszę korzystać z kawomatu rano. unikam kolejek w kuchni, głupich gadek o pogodzie i o tym, że jest źle panie, a będzie jeszcze gorzej i jezusmaria po ile ten frank i co robić, jak żyć. unikam lustracji garderoby, butów, wpisywania się w trendy i ploteczek ze świata mody, na który mnie nie stać (piętro dzielę z redakcją luksusowego pisma modowego). unikam narzekania, że z lodówki śmierdzi, nie ma czystych kubków, a używanie jednorazowych ręczników papierowych powinno być zabronione ustawą. no unikam całego tego porannego cyrku. dlaczegóż? otóż dlategóż, że mam w fabryce miejsce parkingowe. taki bonus niewymierny, ale uszczęśliwiający. ale każdy kij ma dwa końce. moje miejsce jest na tak zwanej platformie. w praktyce na jednym miejscu parkingowym w dość wysokiej hali mogą parkować dwa auta. aaaale pewnym kosztem. koszt ten to moje zdrowie psychiczne na ten przykład. bo wjechanie na tę platformę to pikuś. jak już się dwa-trzy razy obetrze samochód, to się człowiek uczy, gdzie i kiedy jej niebezpieczne części niewidoczne w lusterkach atakują karoserię ;) ale ten odgłos... jakby się podkutym rumakiem próbowało wskoczyć na metalowe rusztowanie przy 100km/h. no wszystko się chybocze i huczy, jakby najprzepioruniastsza ze wszystkich burz przetaczała się właśnie nad głową. a potem trzeba wysiąść. wyciskając się przez szparę drzwiową i szorując kiecką po karoserii, bo komuś się zachciało 3-drzwiowego samochodu. no ale przynajmniej dbam o to, żeby mieć w miarę czysty samochód... nie? a potem to już siup-hyc-bęc przesmykiem między jednym samochodem, a drugim. w szpileczkach zejść po pochylni zrobionej z drutu i dziur. jak kończę tę procedurę co rano, to jestem tak spocona i zmęczona, że niemal nic nie jest w stanie mnie wyprowadzić z równowagi w ciągu dnia. no dobra, koło 17-tej robię się trochę nerwowa, bo wiem, że procedurę trzeba będzie powtórzyć. z tym, że wstecznie... no więc schodzę sobie, proszę ja was, po całym dniu pracy do garażu, szykując się do pokonania pochylni niczym rącza gazela. opuszczam samochód z górnej platformy, co zajmuje mi jedyne 7 i pół minuty w czasie których śpiewam pod nosem 8 zwrotek "old mcdonald had a farm" iiiiii.... oczom mym ukazuje się wizytówka zatknięta za tylną wycieraczkę mego samochodu. se myślę - noszfak. se patrzę - nosztaaaak! :) ![]() a to niejaki Manuel z takiego pisemka. może znacie... VOGUE ;) z portugalii... myślę se... hmm... czyżby to on był tym kolesiem, którego potrąciłam na przejściu dla pieszych? albo tym, któremu skasowałam samochód na parkingu pod sklepem? albo może tym, który kocha się we mnie potajemnie od lat i nie wiedział jak zagaić? :D no więc biorę wizytówkę i piszę do Manuela, że o co cho. ale wizję już mam. ja i on w radosnym pląsie na lekkim winnym haju w Lizbonie. on i ja na podziurawionej kulami i zaszytej modnymi klubami warszawskiej pradze. nasze dzieci, psy, koty, chomiki i dwa lemury w ogrodzie przy przepięknym domu w alzacji... no więc kilka szczegółów już miałam w głowie. ale postanowiłam jednak napisać maila, zamiast spakować się i jechać do redakcji pisma, w którym pracuje. że o co cho i że dlaczego tyle czekał z ujawnieniem swojej miłości :))) a ten dupek mi pisze, że nigdy nie był w polsce. macie kurna pojęcie?!? tylko tyle. że to śmieszne, bo on nigdy nie był w polsce.... co za tupet. skąd się biorą tacy faceci...?!? FOSZEK ;))))) środa, 28 września 2011, jolinda
Komentarze
asiaya
2011/09/29 05:55:50
Jolinda, Ty to jednak skromna jestes! Nie przyszlo Ci do glowy, ze to propozycja sesji zdjeciowej do owegoz? :)
Gość: Mr. Pink, gesowa4.skyguide.ch
2011/09/29 09:57:04
No nie przyszlo Ci do glowy, ze ta wizytowka to taka wiecej wymieta byla?..
Ale facet dupek, to fakt. ;)
Gość: Mr. Pink, gesowa4.skyguide.ch
2011/09/29 10:14:47
A odwrocilas te wizytowke na druga strone? Moze tam jakis telefon byl.. ;P
2011/09/29 10:18:41
telefon był też na wizytówce, ale jak nie podjął tematu mailem, to co będę zagranicę dzwonić... wiesz ile to kosztuje...?!?! :D hahaha...
2011/09/29 10:47:49
Pieknie, ze jestes, przegapilam powrot, za to dzis zrobilam sobie dluzsza przerwe na kawe, zeby nadrobic:)
I wszystko nowe:) Nowe mieszkanie, nowa praca i nowy kot:) I nowy tajemniczy wielbiciel;) 2011/09/29 14:20:11
Tja, faceci... Czlowiek juz puszcza wodze wyobrazni, juz mu "niosa suknie z welonem" a on, ze nigdy nie byl. Boze, skad sie tacy ludzie biora?;) A gdzie magic, przeznaczenie, wiara w cuda, fizyka kwantowa? (ze o palcu bozym nie wspomne;))
Rozwydrzona ta dzisiejsza mlodziez;) Za moich czasow, to...eh, szkoda gadac:) 2011/09/29 19:33:28
eeeeee ja myślałam że jedynke zamknęłaś,.bo sie decybela doczekałaś-i co jak Anna Mucha teraz powiesz...a tu..KOT....;))))
ja też zamiast chrześniaka u dostawców w/w kotów chyba 4 już się doczekałam.. ps. balon był czerwony -znaczy lokacja nie taka odlegla od pierwszej...drugiej...
Gość: providence, 31.6.229.8*
2011/10/09 23:25:56
i oto jak jedno pytanie zabiło wskrzeszenie blogusa... a ja się już tak cieszyłam... ucałowania serdeczne! myślę o Tobie bardzo ciepło!!!
|