|
|
Blog > Komentarze do wpisu
nieszczęście kołem się toczy
wychodzę z pracy. plan jest. szybko do domu, potem zakupy, znajomi, kino, wino. ale na początek trzeba zdjąć samochód z półki garażowej, a później wykorzystując zjawisko osmozy wślizgnąć się do środka (bo na rzeczonej półce drzwi uchylają się na 9cm), dojechać do domu, wyskoczyć ze szpilek i kiecki, która przez cały dzień zmusza mnie do utrzymywania pozycji ciała, jakbym kij połknęła... i już. można zacząć żyć. jadę. muza. plan. i nagle słyszę, że ktoś klaszcze. miarowo, ale nie do rytmu z radia. zatrzymuję się węsząc przebitą oponę. no niestety :( i zanim jeszcze zdążę pomyśleć o opracowywaniu planu ratunkowego, zaczyna padać. LAĆ. a przed chwilą słońce, nie? no ale teraz już leje. biednemu wiatr w oczy ;) całkiem wtem uświadamiam sobie, że na zewnątrz temperatury nie reguluje się pokrętłem przy klimatyzacji i że jest kurewsko zimno... a ja bez kurtki, nie? bo po co. przecież poruszam się na trasie garaż-garaż. czasami zajeżdżam na zakupy, ale przecież w centrach handlowych też są garaże. no więc deszcz, zimno, ja bez kurtki, w kiecce uniemożliwiającej chociażby ukłon nie mówiąc o zmachaniu się klęcząc przy wymianie koła. do tego oczywiście szpilki... wilki też by się znalazły, bo gdyż rzecz się dzieje na pradze, której nie ogarniam i której się troszku boję. wsiadłam do auta i boleśnie sobie zdałam sprawę, że mam wiele gadżetów zastępujące mi realne życie... a bez nich jestem niemal bezradna, jak dziecko we mgle. bez samochodu nie potrafię się poruszać po mieście. bez telefonu nie wiedziałabym nawet w którą stronę mam iść, żeby szukać przystanku. bez układu garaż-garaż moją kieckę i szpileczki natychmiast zamieniłabym na kozaki, kufajkę i dżinsy. wlazłam do samochodu licząc na to, że zaraz wpadnie mi do głowy cudowne rozwiązanie problemu. otóż nic takiego się nie wydarzyło... dziwne, nie? ;) rozwiązanie przyszło dopiero wtedy, gdy zdjęłam te cholerne szpilki i zamieniłam je na trampki, które wożę ze sobą w torbie przygotowanej na siłkę. oraz gdy otuliłam się kocem, który wożę w bagażniku dla psa, bo kiecka nieprzyjemnie zaczęła się kleić do ciała no i jakby to nie środek lata. zabrałam się za grzebanie w bagażniku w poszukiwaniu podnośnika i zapasówki. musiałam wyglądać dość żałośnie, bo nagle znaleźli się chętni do pomocy. niemal casting musiałam robić na pana, który będzie mógł się zająć niesieniem mi pomocy ;) ale jak byłam odpieprzona i ogarnięta z dokładnie tak samo dziurawym kołem, to nikt się nie zainteresował. i wszystko skończyło się dobrze, bo zawsze znajdzie się facet, który pomoże. zwłaszcza, jak mu się zapłaci ;) ale dostałam nauczkę od życia. warto mieć kurtkę w samochodzie, nawet jak się nie planuje wyściubić z niego nosa. warto mieć pieniądze w odpowiednich nominałach przy sobie. karta nie sprawdza się, gdy trzeba "nagle" podziękować za przysługę, a płatności w naturze nie zawsze są... khem... akceptowa(l)ne ;) w sytuacjach kryzysowych warto wyglądać jak zmokłe psie gówno, bo ludzie chętniej pomagają tym, którzy mają gorzej od nich i tym którzy wyglądają na bezradnych... no, albo trzeba umieć sprzedać swoje nieszczęście - myślę, że scenka z łapaniem się za głowę, rozmazany makijaż i głośny ryk JAK JA BIEDNA MAM SOBIE PORADZIĆ też by dała radę... ;) czwartek, 13 października 2011, jolinda
Komentarze
agata744
2011/10/13 15:44:03
Ja dziś straciłam kołpak w drodze do pracy najechawszy na nie wiadomo co i już przez 3 sekundy sądziłam że odpadło mi koło ale wszak jechałam więc nie. Nawet się o dziwo nie zestresowałam. Teraz mam jedno koło hmmm nieubrane, ale może odnajdę go wracając.
2011/10/13 18:16:13
na awaryjnym pasie autostrady w ciemną jak murzyńska dupa noc możesz wyglądać jak mokry pies or sth, a i tak nikt się nie zająknie, bo 140 i jazda. no chyba że ktoś jest pomocą drogową i za zaopiekowanie się pokraką bierze marne pół tysia :/
2011/10/13 23:06:45
jakaż ja twardo osadzona w realiach jestem...czytam pełne polotu historyjki...i od razu kojarzę fakty-ze z tej półki korpowej to wcześnie spuszczają -rzeczona ulewa z błekitnego nieba była dziś kiele 15...???
ps. intencje komentarza są czyste i spontaniczne (!! a jednak..) złośliwości nie ma kszty..po prostu jakoś po sasiedzku ciągle koło mnie wionie ta Jolinda 2011/10/14 09:09:29
Aga, sprawa zdarzyła się... yy... w środę, lekko po 17-tej.
Wierz mi, że padało :( Krótko, acz intensywnie. 2011/10/15 11:48:15
Jolindo - uwielbiam Twoją autoironię. Cieszę się, że są ludzie, którzy mają tyle dystansu do siebie - rzadko się to spotyka.
Pozdrawiam serdecznie, Ewa ps. Pamiętaj o schowaniu kurtki do bagażnika ;) 2011/10/17 21:47:44
A ja mam ciągły niedosyt :( Czy jest szansa na częstsze notki jak to za czasów I sezonu blogusowego bywało ?:)
|