Blog > Komentarze do wpisu
związki zawodowe

w pracy mam cudowną atmosferę.
jasne, czasami jest sraczka i wtedy trochę śmierdzi, czasami zrobi się straszny syf i wtedy muszę chwycić za miotłę i pozamiatać, a czasami muszę wejść w jakże dogłębnie znaną mi rolę matki ;) i utulić moje działowe dzieciątka, którym ktoś właśnie nadepnął na odcisk.
ale zasadniczo, generalnie i prawie zawsze atmosfera jest super.
ludzie sobie dokuczają, ale na poziomie nie przekraczającym pewnych granic. są wspólne wyjścia na herbato-kawy i lancze, a także zwykła ludzka uprzejmość polegająca na "idę do sklepu, coś ci kupić?" dzięki której od prawie roku nie kupowałam pieczywa, gdyż mam od tego swoich ludzi oraz piekarnię tuż obok fabrycznego wieżowca ;)

generalnie sielana.

i co przerywa tę idyllę?
telefon.
od żony, męża, brata, ojca, matki, albo tresowanego chomika. telefon z tak zwanego domu.
bo jak dzwoni telefon od żony, to panowie zamieniają się z uczynnych i rycerskich kolegów z pracy w jęczydupę / szantażystę / skąpca, albo inne pokrewne w stosunku do dzwoniącej żony. poważnie, nawet twarz im się zmienia na czas rozmowy. tężeje i przyjmuje taki bardziej kartoflany kształt.

dokładnie to samo jest, gdy dzwoni mąż do żony.
o, mądrala znów wydzwania. brokułów sam ugotować nie umie... co on by beze mnie zrobił... "- no czego znowu nie zrozumiałeś, ile razy mam ci powtarzać...". a odkładając słuchawkę znów staje się królową taśmy i mistrzynią ciętej riposty.

nieprawdopodobne.

do mnie na szczęście nikt z rodziny w pracy nie dzwoni... ;)

ale kurcze obserwuję to od baaardzo dawna.
i u siebie oczywiście też to widziałam.
to, że w pracy mogę być zajebiście wyluzowana wcale nie sprawi, że do tematu porozrzucanych brudnych skarpet podejdę w domu na luzie.
to, że potrafię śmiać się ze swoich cech charakteru w robocie, wcale nie oznacza że będę tolerować jakiekolwiek krytyczne uwagi pod moim adresem w domu.
to, że w pracy opowiadam jaką to mam cudowną i zaradną żonę, wcale nie sprawi że ją w domu pochwalę, docenię.
to, że w pracy chętnie pomogę wszystkim z ich obowiązkami, wcale nie sprawi, że pojadę jęczącej matce pomóc umyć okna.
i tak dalej...

i zaczęłam się zastanawiać.
jak to kurna jest, że w pracy potrafimy budować te relacje dobrze, a w domach one jakoś kuleją?
wszystkie moje pracowe koleżanki marudzą, że małżeństwo to był błąd, faceci jadą na żony i/lub teściowe, singielki obrabiają dupę matkom, albo kochankom.
masakra.
 
bo te pracowe związki to są przecież prawdziwe relacje. spędzamy w fabrykach minimum 1/3 doby dziennie! jeśli nie liczyć snu, w domu z drugim człowiekiem zwykle spędza się mniej czasu niż ze współfabrykantami. a w mojej fabryce ludzie pracują razem od 8, 12 lat... i zazwyczaj nie ma wielkich tarć. jasne, czasami nie pasują nam poszczególne jednostki, albo szef jest palantem i jakoś musimy to znosić. ale relacje w miażdżącej przewadze są poprawne.

a znam bardzo niewiele osób, które nie narzekają na swoich partnerów, matki, kochanki, czy sąsiadki...
co jest kurna grane? co z nami?!?

myślicie, że chodzi o reguły, które sobie narzucamy w pracy?
o bardzo jasne postawienie granic?
o to, że ktoś nam płaci za wykonywane obowiązki i wszyscy gramy do jednej bramki, a w domu raz że nie płacą, to nie doceniają, nie rozumieją i jeszcze często jest konflikt interesów?
o co kurcze chodzi...

i nawet nie mówię już o świeżych tatusiach, którzy są łasi na nadgodziny, bo trochę kasy wpadnie i nie trzeba do wyjącego decybela do domu za wcześnie wracać.
ani o samotnych, których życie toczy się tylko w fabryce i umiera po 17-tej.
chodzi o tych wszystkich, którzy mają w teorii swoich bliskich w domach, ale ci bliscy są im cholernie dalecy... w czasie gdy ci dalecy ludzie z roboty, stają się tacy bliscy...

wyć mi się chce, jak to wszystko stoi na głowie.
ale może tylko w mojej głowie i tylko z okazji cudownego księżyca za oknem. do księżyca podobnież można wyć bez powodu ;)


poniedziałek, 17 października 2011, jolinda

Komentarze
Gość: Anna, axq11.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/18 08:42:40
Ty to potrafisz.... mieć rację!
-
2011/10/18 11:43:47
Z pracy wychodzisz, łatwiej się zdynstansować, bo nawet jak 12 lat w niej siedzisz "to tylko praca". Związkami się bardziej przejmujemy, pewnie dlatego, że są nam bliższe, więc więcej wymagamy, więc więcej kopiemy bliskich, żeby dostać to co nam się należy, nie odpuszczamy, bo to wszystko nasze wspólne, a nie coś z zewnątrz jak robota
-
2011/10/18 13:15:19
Widzę, że mój wpis lajkuje ileś tam osób, ale jak mogę podejrzeć kto? Macie jakiś pomysł?
-
2011/10/18 13:25:42
mamy - być znajomą tych wszystkich osób na fejsie ;)
-
2011/10/18 13:27:11
No niee... bo wyświetla się tylko kilka pierwszych imion i nazwisk, a potem jest i XX innych. I o tych innych mnie się rozchodzi ;)
-
2011/10/18 14:08:48
ja lubię, ale mnie widać ;)))
-
Gość: agadota, enleczgwar2.enterpol.pl
2011/10/18 18:44:21
trafiłaś w samo sedno!
-
2011/10/20 04:53:13
A ja jestem nietypowa, nie narzekam na meza bo super jest!
-
2012/02/27 21:13:16
Toż to normalne, przecież w domu starać się nie trzeba, jesteśmy oflagowani i można sobie pozwolić na fochy o ścianę i inne duperele, bo przecież nawet jak się zfochozujemy na maksa, to przecież mąż/żona/dziecko/pies i tak nas kocha conie? A w pracy nie ma to tamto, a próbowałaś kiedyś Jola tak kilka razy komuś z pracy tak najprawdziwszą prawdę prosto w oczy palnąć, co myślisz o czyimś narzekaniu, paplaniu, nieróbstwie, brzydkiej bluzce czy cokolwiek? Mnie się wydaje, że po paru takich razach szczerości od serca, ten egzemplarz już z taką ochotą nie proponowałby bułek ze spożywczaka przy okazji ;* Tak właśnie myślę. Ale może się nie znam i się mylę?