|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Kuba - cz.3
Nie wiem, czy to jest norma na tej szerokości geograficznej, ale kilka
razy na Kubie padało i jednocześnie świeciło ostre słońce. Trochę
dziwnie opalać się w deszczu, ale z naturą nie ma co walczyć, nie? Dziki
kraj...
![]() Wymiana gotówki. Wymiana gotówki to jest rzecz zupełnie naturalna na wakacjach, nie? I w miejscowościach turystycznych nie powinna stanowić problemu, nie? Zwłaszcza w takim tworze, jakim jest Varadero (same resorty + kilka lokaleskich domków), nie? Otóż nie. Nie na Kubie. Na Kubie wymiana gotówki potrafi graniczyć z cudem, a z pewnością proces wymiany niebezpiecznie zbliża się do granicy wytrzymałości osób nieodpornych na absurd. Bo w takiej turystycznej miejscowości jak Varadero wymiana gotówki zajęła mi o jakieś 3h za długo, by było to śmieszne ;) Po śniadaniu odkryłam, że jestem totalnie spłukana i nie będę miała za co kupić lanczu, więc trzeba wymienić euraski. Udałam się do wskazanego punktu wymiany, bo w moim hoteliku nie mają pozwolenia na przyjmowanie płatności / wymianę euro. No trudno. Idę. Jedyne 11 przecznic. Se myślę, że jak punkt wymiany będzie zamknięty, to pójdę do pierwszego lepszego hotelu i wymienię. Może po gorszym kursie, ale przecież wymienię, nie? Tak pisały przewodniki... Otóż nie. W dwóch 4-gwiazdkowych hotelach, do których weszłam zapytać nie było takiej opcji. Doczłapałam wreszcie do punktu wymiany. A tam co? Kolejka na kilkanaście osób, a punkt wymiany zamknięty. W teorii już od 10 minut otwarty, ale w praktyce zamknięty. Se myślę - o nie, kolejki na wakacjach to dla mnie za dużo. Pójdę se na plażę, poleżę se, wysączę za ostatnie pieniądze drinka i wrócę za godzinkę, gdy kolejka się rozładuje. Wróciłam, kolejka nadal na kilkanaście osób, a punkt nadal zamknięty. Znaczy się nie że zamknięty, tylko nie przyjmuje interesantów. Bo w środku pan czesze wąsa, pani liczy mamonę, ktoś zamiata, ktoś czyści lustro i ktoś reguluje radio. A strażnik pilnujący porządku stepuje w rytm radiowej salsy. Ale nikt nie przyjmuje turystów z walutą. A jest południe. Żar. Wkurw. Głód w oko zagląda. Pieniędzy niet. Po godzinie stania w kolejce, udało się. Można? Można. I nie wymyślajcie szalonych pomysłów w stylu - przecież teraz wszędzie można płacić kartą. Nie można. Nie na Kubie. A nawet jeśli, to strach, bo jak raz dałam w restauracji kartę, to biegano z nią jak z gorącym kartoflem przez dobre 20 minut i dopiero po powrocie odetchnęłam z ulgą po sprawdzeniu, że żadnych lewych transakcji nią nie dokonano... Z innych smaczków kubańskich - nigdzie nie zauważyłam przejścia dla pieszych. Nigdzie. Jasne, ruch jest niewielki i samochody poruszają się zdecydowanie wolniej niż w polsce, ale jednak... NIE MA przejść dla pieszych. W Havanie widziałam jedno, którego zresztą prócz policji nikt nie respektował :) Po tym jak udało mi się wymienić kasę postanowiłam ukoić swe nerwy lanczem. Lokaleskim rzecz jasna. Żadna tam restauracja. Gar kuchnia, krawężnik i ja. Po drodze w ramach startera zanabyłam od przeuroczego młodego pana smażone kukurydziane bobki z sosem chilli. Skropione limonką. Mimo że ciężkie, bo tłuste, to jednak przez ostrość i kwaśność odświeżające. Ciekawe, czy fryty w takim zestawieniu też by dobrze smakowały... ![]() ![]() Obiad zjadłam na krawężniku razem z taksówkarzem, który wiedział, że NIC nie rozumiem, ale zupełnie mu to nie przeszkadzało i ciągle do mnie gadał. Jestem prawie pewna, że opowiedział mi o losach swojej rodziny, o tym jak to jest ciężko, jak pomaga dzieciom, bo im jest jeszcze trudniej i jakie to czasy są beznadziejne i że kiedyś może i nie było dużo lepiej, ale chociaż benzyna była tańsza. Gadał tak i gadał i wydłubywał z ryżu fasolę z obrzydzeniem, jakby to były mysie łapy co najmniej. A przecież fasola jest tutaj naturalnie wpisana w ryż. Nie widziałam chyba "czystego" ryżu nigdzie. Dość to zabawne było. To tak, jakby polak z zawziętością oskubywał panierkę z kotleta schabowego ;) ![]() ![]() ![]() coco nut taxi Czy ja już mówiłam, że woda mineralna w sklepie kosztuje więcej niż piwo w knajpie w hotelu? Nooo... doprawdy wybór co pić był mocno trudny ;) ![]() Na kolację wybrałam się do knajpy celem pożarcia nieprzyzwoicie taniego (jak na standardy europejskie) homara. Do takiej knajpy, co to za dnia wyglądała na taką lepsiejszą. Jeeezu. Nie róbcie tego błędu. W Varadero ludzie, turyści znaczy, chyba boją się wytykać nosa poza hotel. Wszędzie jest pusto, aż strach spacerować, chociaż wszyscy powtarzają, że jest bezpiecznie. Nie ma przyjemności w chodzeniu po pustym, naprawdę pustym miasteczku. Restauracji turyści też unikają, bo to przecież trzeba płacić, a opaska all inclusive nie załatwia sprawy. (Na kilkadziesiąt hoteli tylko dwa są nie-all-inclisive'owe, nie?) No więc okazało się, że prócz mnie w restauracji jest tylko parka Rosjan. I kapela. Kapela żądna krwi! ;) Zaczęli grać. Sympatycznie nawet, pod warunkiem, że nie staliby jakieś pół metra od mojego ucha. I nie, nie usiadłam koło orkiestry mając do dyspozycji 40 wolnych stolików. Nie. To orkiestra przylazła do mnie. Umilać mi czas. Aaaalbo zgodnie z dowcipem - po to, żebym zapłaciła im by przestali grać. LITOŚCI! Homar niestety był paskudny. I to absolutnie wszędzie, gdzie go spróbowałam na Kubie. Nie dlatego, że homary mi nie smakują. Te jedzone w Azji były BOSKIE. Te tutaj były uprażone / zesmażone / zgotowane / wysuszone na wiór. Przyrządzone jedynie z odrobiną soli, albo i nie. ![]() no dobra, na zdjęciu wygląda to dobrze... ale wierzcie mi, smakowało zupełnie nijak :( ![]() wtorek, 14 lutego 2012, jolinda
Komentarze
Gość: just_providence, 31.6.229.19*
2012/02/14 22:14:45
ale podobalo ci sie, tak? Bo troche jestem zdezorientowana ;)
2012/02/17 11:40:29
zdziwiłam się że samodzielnie, chociaż na liście marzeń mam też i samodzielne "wyprawy".. tyle że jak człowiek jedzie z innym człowiekiem to widzi lepiej, bardziej, mocniej bo można obgadać to co widać :)
podoba mi się zdjęcie z piwem.
Gość: kamila, 84-10-164-54.dynamic.chello.pl
2012/02/17 14:48:59
Ulala długo trzeba było czekać na kontynuację relacji, już prawie straciłam nadzieję. Jest szansa, że wrzucisz archiwum poprzednich podróży? Lubię je sobie przypominać :)
2012/02/17 19:43:49
A czy Ty Jolindo czytałaś coś o Kubie przed wyjazdem? Bo mam wrażenie, że nie miałaś pojęcia do jakiego kraju (systemu politycznego/gospodarczego/społecznego itd) jedziesz. Ja też byłam na Kubie, objeździłam ją autem (nie całą, fakt) i uważam, że to jedno z najbardziej niesamowitych miejsc na świcie, niekoniecznie zawsze w pozytywnym znaczeniu. No ale jechać tam i oczekiwać, że kartą będziesz płacić jak w europejskiej galerii? Oj, nie odrobiłaś pracy domowej Jolindo :)
No i mam nadzieję, że wyjechałaś poza Varadero i widziałaś prawdziwą Kubę? Serdecznie. 2012/02/17 20:22:51
Hadassa, a gdzie napisałam, że nie wiedziałam, że nie da się zasadniczo płacić kartą na Kubie? Oczywiście, że czytałam przewodniki, fora, itd. i byłam przygotowana. Dlatego miałam ze sobą w cholerę gotówki, czego nie znoszę... no ale cóż.
To jest trochę tak jak z mrozami w PL. Niby wiem, że zimą występują, ale ZAWSZE jestem zdziwiona jak zimno może być gdy jest -20 i jak bardzo nie można sobie tego wyobrazić latem... Ja pisałam póki co o Varadero, najbardziej turystycznej miejscowości, złożonej głównie z hoteli, w których MOŻNA płacić kartą. Jeśli w hotelu można, to tym bardziej boli/dziwi/zaskakuje, że tylko tam... I tak, uciekłam z Varadero jak tylko mogłam :) 2012/03/04 19:12:08
Jako, ze roboty mam huk, idzie mi to, jak krew z nosa, to w akcie desperacji, gdyz juz przejrzalam caly Internet, pomyslalam, ze sprawdze, czy odwiesilas blogusa. I, wlasciwie bez sensu, ale chcialam sie na niego dostac z googla, nie ze wpisalam adres. I co moje oczy widza? googiel zasugerowal mi Blogusa DWA.
Milo Cie widziec z powrotem:) do fejsa nadal sie nie przekonalam (wiec nie moglam byc up-to-date, wirtualnie zaznajomiona z Toba), ale Opatrznosc czuwala i o to Cie odnalazlam:) Caluski i dwie rybie luski! 2012/03/04 19:14:07
Haha :) Jezu, że też Wy ludzie nadal o mnie pamiętacie :)))
Witaj Kamaoka! )
Gość: rebelia, adpe243.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/03/07 12:28:37
Jolinda, gdzie ty się podziewasz? Czekam z zaciekawieniem na kolejne wpisy.
|